„Biegłam tak szybko jak tylko
mogłam. Czułam ich zimny oddech na plecach… wiedziałam, że mnie złapią, mimo to
biegłam dalej napawając się złudzeniami o wolności. W pewnej chwili upadłam.
Rozejrzałam się szybko dookoła… widziałam jakieś czarne postacie przemieszczające
się pomiędzy drzewami tego potwornego lasu. I nagle ujrzałam światło.
Podniosłam się i biegłam. Biegłam z uśmiechem na twarzy, bo wiedziałam to, że
gdy dostanę się na drugą stronę tego światła będę wolna. Teraz byłam już tak,
blisko że światłość mnie oślepiała, lecz nagle poczułam, że coś na mnie kapie,
i w tej samej chwili zorientowałam się, że to był tylko kolejny piękny sen,
który nigdy się nie spełni a jestem mokra, bo deszcz zaczął padać”.
Dziewczyna wstała,
rozejrzała się dookoła i usiadła pod daszkiem, który zrobiła kilka dni temu.
Skuliła się w kłębek, jej powieki już miały się zamknąć, gdy nagle usłyszała
szelest. Szybko się podniosła i chwyciła kamień, który leżał obok niej. Z
przerażenia cała drżała, lecz dalej nasłuchiwała, ale nie usłyszała nic więcej.
Dziewczyna mimo tego, że była śmiertelnie przerażona postanowiła się położyć i
przeczekać do rana, lecz znów usłyszała szelest, ale tym razem głośniejszy.
Strach ją sparaliżował. Nie mogła się ruszyć. W głębi duszy miała nadzieje, że
to jakaś wiewiórka, albo jeż… Ale wszystko wskazywało na to, że to nie jest
żadne zwierze. Dziewoja uspokoiła się trochę i usłyszała ciężki oddech. Teraz
już wiedziała, że to człowiek albo coś człekopodobne. I nagle w jej głowie
pojawiła się myśl, że może to „coś” wie jak się wydostać z tego lasu. Mimo że
niewiasta strasznie się bała wyjrzała zza swojego schronienia i ujrzała czarną
postać. Na samym początku pomyślała, że to te straszliwe stwory, które ją
prześladują każdego dnia, lecz później ujrzała piękną młodzieńczą twarzyczkę, i
zdołała tylko powiedzieć „ anioł”, ponieważ oberwała czymś twardym w tył głowy
i straciła przytomność. Gdy dziewczyna się obudziła, znajdowała się w szpitalu.
Dla niej to miejsce wydawało się być dziwne, bo od dawna nie była w śród
cywilizacji. Ściany były białe w ogromnej sali było tylko łóżko, na którym
właśnie leżała stolik i dwa fotele. Nagle otworzyły się drzwi. Dziewczyna
strasznie się wystraszyła, gdy ujrzała mężczyznę z czarną długą brodą, albowiem
przypominał jej jednego z tych ciemnych tajemniczych stworów, które
prześladowały ją każdego dnia. Miał na sobie biały płaszcz a przy prawej
kieszeni plakietkę z napisem dr. Ferr, przynajmniej tak mi się wydawało.
Podszedł do jej łóżka uśmiechnął się i zapytał:
-A, więc… jak się nazywasz?- na to pytanie dziewczyna
zmieszała się trochę. Ona nie wiedziała.
-Ja… ja nie pamiętam…- i na te słowa rozpłakała się.
Próbowała sięgnąć w głąb swojej pamięci, lecz nie przypomniała sobie nic poza
ostatnimi dniami spędzonymi w lesie. Mężczyzna usiadł obok niej i zaczął ją
uspokajać… Po paru minutach z jej oczu spływały tylko pojedyncze łzy. Zaczęła
ją ogarniać błogość. Bała się, ale ten strach już jej nie paraliżował. Teraz
miała czystsze myśli, lecz nadal nie mogła sobie przypomnieć nic poza czarnymi
ponurymi konturami drzew. Lekarz zauważył, że dziewczyna zaczyna zasypiać.
Postanowił dać jej odpocząć. Miał nadzieję, że gdy się obudzi może sobie coś
przypomni.
Mijały godziny a dziewczyna cały czas spała. Chłopak, który
ją znalazł siedział przy jej łóżku cały czas patrząc na jej zamknięte oczy.
Nagle aparat, do którego była podłączona zaczął dziwnie pikać. Od razu do sali
wbiegli lekarze. Chłopak nie wiedział gdzie ma się podziać. Jedna z
pielęgniarek biegających wokół łóżka wyprowadziła go na korytarz. Mimo że
poznał dziewczynę zaledwie kilka godzin temu, martwił się o nią. Jego myśli
były nią przepełnione.
Fajne :) Ładnie, masz potencjał, który trzeba wyćwiczyć :) Czasami powtarzasz, ale tak to bez zarzutu :D Piszesz ciekawie, nawet płynnie :) Podoba mi się i zaciekawia mnie :D
OdpowiedzUsuńZapraszam: http://paranormalni-ba.blogspot.com/